Alicja Barwicka
„Idzie luty, podkuj buty” mawiali nasi dziadkowie. Oni dobrze wiedzieli jaka mroźna i śnieżna może być lutowa zima w Polsce i dlatego często przywoływali to popularne przysłowie ludowe oznaczające nadejście najmroźniejszego okresu zimy, wymagające między innymi przygotowania ciepłego obuwia. Luty, historycznie uważany za miesiąc srogi i mroźny, przynosił zwykle oblodzone drogi, dlatego „podkuwanie” butów chroniło przed poślizgnięciem. Co prawda tegoroczna aura trochę tę zimę sprzed lat może przypominać, ale tylko trochę. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku jeszcze w początkach marca można było wędrować po ulicach polskich miast w „śnieżnych wąwozach”, których wysokość ścian sięgała nawet 1 metra, Mróz przekraczający -20° C w styczniu i w lutym nie był niczym nadzwyczajnym, stąd zwyczaj „podkuwania” zimowych butów metalowymi blaszkami w kształcie podkowy. Zdecydowanie ograniczało to możliwość poślizgnięcia się na śliskiej nawierzchni. Buty były zazwyczaj w rozmiarze nieznacznie większym, by można było stopę opatrzyć dodatkową, ciepłą skarpetą. Ten prosty sposób zwiększał istotnie komfort cieplny stóp i zapobiegał odmrożeniom. Trzeba podkreślić, że pół wieku temu przeciętny Polak znacznie rzadziej niż dziś korzystał z samochodu więc przebywał na mrozie o wiele dłużej niż obecnie. Wymagało to większej dbałości o zachowanie prawidłowej ciepłoty ciała. Dziś butów nie musimy podkuwać, zimy zazwyczaj są łagodne, ale kiedy chwyci mróz korzystajmy przynajmniej z części rad naszych babć i dziadków, bo ludowa i tradycyjna mądrość nie ma ceny.
BYLE DO WIOSNY!
