wtorek, 24 lutego 2026

DLACZEGO PODKUWANO BUTY?


 

Alicja Barwicka

„Idzie luty, podkuj buty” mawiali nasi dziadkowie. Oni dobrze wiedzieli jaka mroźna i śnieżna może być lutowa zima w Polsce i dlatego często przywoływali to popularne przysłowie ludowe oznaczające nadejście najmroźniejszego okresu zimy, wymagające między innymi  przygotowania ciepłego obuwia. Luty, historycznie uważany za miesiąc srogi i mroźny, przynosił zwykle oblodzone drogi, dlatego „podkuwanie” butów chroniło przed poślizgnięciem. Co prawda tegoroczna aura trochę tę zimę sprzed lat może przypominać, ale tylko trochę. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych  XX wieku jeszcze w początkach marca  można było wędrować po ulicach polskich miast w „śnieżnych wąwozach”, których wysokość ścian sięgała nawet 1 metra, Mróz przekraczający -20° C w styczniu i w lutym nie był niczym nadzwyczajnym, stąd zwyczaj  „podkuwania” zimowych butów metalowymi blaszkami w kształcie podkowy. Zdecydowanie ograniczało to możliwość poślizgnięcia się  na śliskiej nawierzchni.  Buty były zazwyczaj w rozmiarze nieznacznie większym, by można było stopę opatrzyć dodatkową, ciepłą skarpetą. Ten prosty sposób zwiększał istotnie komfort cieplny stóp i zapobiegał odmrożeniom. Trzeba podkreślić, że pół wieku temu przeciętny Polak znacznie rzadziej niż dziś korzystał z samochodu więc przebywał na mrozie o wiele dłużej niż obecnie. Wymagało to większej dbałości o zachowanie prawidłowej ciepłoty ciała. Dziś butów nie musimy podkuwać, zimy zazwyczaj są łagodne, ale kiedy chwyci mróz korzystajmy przynajmniej z części  rad naszych babć i dziadków, bo ludowa i tradycyjna mądrość nie ma ceny.

BYLE DO WIOSNY!

niedziela, 11 stycznia 2026

STYCZNIOWY ŚNIEG


 

Alicja Barwicka

Ponieważ jak wiadomo „planeta płonie”, to jesteśmy w tegorocznym styczniu świadkami niecodziennych zjawisk pogodowych. Od 10 dni jest biało, jest też mróz. Oczywiście nie taki, by zamarzły rzeki i jeziora, ale jest. Co dziwniejsze naprawdę spadło dużo śniegu co cieszy niektórych spragnionych bajkowych widoków za oknem. Taka pogoda w styczniu ? Skoro nawet coś bardzo małego płonie, to wytwarza się ciepło, a co dopiero  jeśli pożar dotyczy całej planety. Należałoby się raczej spodziewać narastających gwałtownie objawów ocieplenia klimatu. Wyraźnie są trudności z nadążeniem za naturą.  Dzieciaki się cieszą, bo niektóre nigdy wcześniej nie widziały śniegu. Na tych. które  co roku wywożono zimą do Włoch, Austrii, czy na Słowację, więc śnieg już widziały rodzime atrakcje, w tym te pogodowe nie robią specjalnego wrażenia. Ale czy naprawdę wiemy czym jest śnieg i jak powstaje?

Śnieg to opad atmosferyczny w postaci kryształków lodu o kształtach głównie sześcioramiennych gwiazdek, łączących się w płatki śniegu. Powstaje, gdy pod wpływem temperatury para wodna w chmurach krystalizuje, tworząc kryształy lodu. Większość kryształków śniegu tworzących płatki śniegu jest płaska i ma po sześć, w przybliżeniu identycznych, ramion. W zależności od temperatury, wilgotności i ciśnienia powietrza, powstają również inne formy, takie jak kolumny, igły, płytki i grudki. Ich struktura wynika z procesu powstawania, który zaczyna się od kondensacji lodu na cząstce pyłu. Początkowo powstaje sześciokątny płaski kryształ o wielkości ułamka milimetra. W temperaturach między –1 a –5 °C oraz między –10 a –20 °C warunki bardziej sprzyjają osadzaniu się lodu na krawędziach i na krysztale wyrasta sześć ramion. W temperaturach między –5 a –10 °C oraz poniżej –20 °C bardziej sprzyjają osadzaniu się lodu na powierzchniach, a wtedy kryształ rośnie w pionie i przyjmuje kształt igły. W przypadkowych miejscach igły rozpoczyna się krystalizacja nowej igły, tworzącej z wyjściową kąt 60°. Pozostałe kształty powstają, gdy w czasie wzrostu kryształu zmienią się warunki zewnętrzne. Tyle nauka, ale pomijając stronę naukową, śnieg przede wszystkim nadaje światu piękno. Cieszmy się więc tym pięknem, bo zbyt długo u nas nie zabawi, pewnie pójdzie tam, gdzie jest doceniane, gdzie nikt się nie przejmuje że zimno, że ślisko i że znowu zima zaskoczyła drogowców… 

 

piątek, 26 grudnia 2025

AI – NA CO MOŻEMY LICZYĆ?


 

AI –  NA CO MOŻEMY LICZYĆ?

Alicja Barwicka

Boimy się nowości od zawsze. Wszystkie większe osiągnięcia ludzkości spotykały się z początku z bardziej lub mniej akcentowaną niechęcią. Czy dziś moglibyśmy zrozumieć krytycyzm w stosunku do wynalazcy druku? Pewnie nie, ale przecież początki dla Gutenberga łatwe nie były. A „droga przez mękę” Kopernika? Takich przykładów można by wiele przytaczać.

·         są stałe warunki badań obrazowych, więc powstają jednolite protokoły

·         jest znormalizowana rejestracja obrazu (dawno już usunięto szumy i artefakty).

Przed nami era AI. To dopiero początki, ale brak wiedzy i lęk przed przyszłością, kiedy to nie będziemy musieli myśleć, bo zrobi to za nas maszyna -  optymizmem nie nastrajają. A jednak to prawdopodobnie kolejna rewolucja technologiczna i raczej nas nie ominie. Ponieważ mówimy o początkach, to należy podkreślić, że w różnych zadaniach AI ciągle się uczy i dużo jeszcze przed nimi. Okulistyka jest akurat bardzo dobrym materiałem szkoleniowym dla AI bo nie tylko materiał jest ogromny, ale przede wszystkim:

Analiza obrazu przez głębokie sieci neuronowe komputera pozwala na wykorzystywanie danych uczących do wspomagania decyzji diagnostycznych i na ocenę poziomu ryzyka. Proces uczenia na poziomie dzisiejszych technologii sprowadza się do analizy wektorów cech przetwarzania informacji takich jak czułość, swoistość by eliminować fałszywie dodatnie wyniki. Komputer rejestruje obrazy (im więcej, tym lepiej) protokołów klinicznych przypadków danego schorzenia, a następnie poddaje szczegółowej analizie konkretne dane. Dopiero kolejna analiza zbiorcza wyników pozwala na uzyskanie danych wyjściowych dla dalszego, już zoptymalizowanego procesu nauki. Póki co każda z sieci neuronowych komputera analizuje inne aspekty, stąd kolejnym wyzwaniem będzie stworzenie swoistej multimetody łączącej cechy poszczególnych sieci. Mimo, że prace trwają niedługo,  są już pierwsze wyniki i tak w analizowanych przez naukowców Politechniki Warszawskiej przypadkach okulistycznych będących materiałem badawczym dla AI – w 87 % dzięki (jeszcze ciągle uczącej się) sieci komputerowej uzyskano pomoc w procesie diagnostycznym, a w przypadkach rzadkich (znacznie mniej protokołów) ten odsetek wyniósł 78%. Są też błędne wyniki, zwłaszcza jeśli schorzeniu podstawowemu towarzyszą inne patologie jak np. nadciśnienie tętnicze, czy krótkowzroczność.

Jak widać wszystko jeszcze przed nami, ale jedno jest pewne. AI ma stanowić pomoc dla lekarza w nieraz bardzo trudnym i żmudnym procesie diagnostycznym i ma „pilnować” czynników ryzyka. Na obecnym stanie wiedzy  - nie jest w stanie zastąpić lekarza.

Zobaczymy co przyniesie dalszy jej rozwój…