piątek, 2 września 2011

IDZIE JESIEŃ


Alicja Barwicka

Pomijając wydarzenia historyczne - we wrześniu najczęściej dużo się dzieje. Dzieci idą do szkoły, niektóre nawet po raz pierwszy, znacznie skraca się długość dnia aż do zrównania z nocą w ostatniej dekadzie, kiedy to zaczyna się jesień. Co za tym idzie – robi się coraz chłodniej, a ranki są mgliste. Można oczywiście mieć nadzieję, że przynajmniej wartość rocznego limitu deszczu (liczona w wiadrach), jaka spada na m² powierzchni została już przekroczona w ciągu lipca i sierpnia tego roku, ale wiadomo przecież jaką cechą charakteryzują się dzieci nadziei.
Ponieważ jednak liczymy na to, że mimo wszystko tegoroczny wrzesień będzie ciepły, słoneczny, suchy, a przede wszystkim optymistyczny, to trzeba dobrze się przygotować na nadchodzące sukcesy. A więc:
• po pierwsze: ponieważ wilgoci w glebie zgromadziło się latem odpowiednio dużo - w lasach obrodzą grzyby; a jak powszechnie wiadomo Polak lubi wszystko co z lasu, a grzyby to już ponad wszystko. Aby uzyskać sukces – nie jadamy grzybów każdego rodzaju, a jedynie te, o których ponad wszelką wątpliwość wiadomo, że nie narażą nas na śmiertelne w skutkach zatrucie;
• po drugie: w związku z godną zauważenia wakacyjną aktywnością rodziców zdających sobie sprawę z konieczności przebadania własnych dzieci mamy już powód do świętowania sukcesu, gdyż po 1 września znacząco zmniejszy się liczba uczniów z osłabioną ostrością widzenia spowodowaną wadą wzroku uniemożliwiającą nie tylko odczytanie polecenia z tablicy, ale również efektywne ściąganie na pierwszych klasówkach;
• po trzecie: nie będziemy już musieli oglądać powtórki horroru z dnia 28 sierpnia 2011 z drużyną Arsenalu w roli głównej, bo drugi taki horror nie jest po prostu możliwy. Aby uzyskać sukces w podobnym przypadku – oglądamy jedynie właściwe wydarzenia sportowe (mogą być również z udziałem Szczęsnego). Oszczędzamy przez to skutecznie nasz system nerwowy, unikamy niszczycielskiego stresu, a dla pełnego szczęścia przynajmniej dwukrotnie podczas każdej połowy meczu wpuszczamy krople nawilżające do oczu, by zachować właściwy stopień wilgotności rogówki;
• po czwarte: ponieważ nie będzie padać, będziemy biegać, chodzić na spacery oraz zbierać liście, żołędzie i kasztany. Tu uda nam się osiągnąć kilka sukcesów za jednym zamachem. W końcu cytując mantrę rehabilitacji „prawie każdy lek można zastąpić ruchem, ale ruchu – nie da się zastąpić żadnym lekiem”. Nie tylko my sami, ale i nasze psy zyskają dzięki temu wiele na kondycji, a stracą na wadze. Z kolei zebrane trofea pozwolą naszym dzieciom (bo tylko one potrafią z tego co spadło z drzewa zrobić istne cuda) zabezpieczyć przynajmniej część materiałów niezbędnych do ćwiczeń manualno - edukacyjno – artystycznych.
• po piąte: ponieważ zdrowie jest najważniejsze – musimy zadbać na tym polu o „prywatne” sukcesy, zależnie od naszych zdrowotnych potrzeb. Rozpoczniemy (jak co roku zmotywowani po wakacjach) walkę ze złymi nawykami żywieniowymi oraz tym razem już na pewno z sukcesem - RZUCIMY PALENIE, bo naprawdę wszystkie badania dowodzą, że to najgroźniejszy wróg naszego zdrowia.

sobota, 13 sierpnia 2011

WAKACYJNE ROZMAITOŚCI


Alicja Barwicka

Od jakiś trzech miesięcy czekamy wszyscy na lato, ale tegoroczne wyraźnie się na nas czekających obraziło i gdzieś sobie poszło. Zostawiło nam w zamian porę deszczową i towarzyszącą jej plagę komarów. Już nawet nie wiadomo co jest bardziej dokuczliwe; to że ciągle leje, czy zwiększająca się liczba dziennych ukąszeń. Co gorsza agresja komarów rośnie proporcjonalnie do wielkości opadów deszczu.
Na rynku można spotkać mnóstwo preparatów odstraszających owady oraz łagodzących skutki ukąszeń. Szczególnie poszukiwane są te pierwsze, ale z ich efektywnością też bywa różnie. Pamiętać trzeba o możliwości wystąpienia objawów uczulenia na składniki preparatu także takiego, o którym producent pisze, że jest bezpieczny nawet dla małych dzieci. W końcu uczulić można się na wszystko. Oprócz spotkań z komarami, można korzystać latem z wielu przyjemności. Możemy np. objadać się owocami leśnymi. Tu szczególnie polecam leśną zwykłą polską jagodę zwaną w niektórych regionach borówką. Oprócz tego, że jest bardzo smaczna, zawiera mnóstwo wartościowych składników, a dla dobrego funkcjonowania naszych oczu jest wprost bezcenna. Trzeba jednak przed spożyciem nasz przysmak dokładnie umyć, bo lisy, których populacja w polskich lasach nie jest wcale taka mała – lubią towarzystwo jagód nie mniej niż my. Także rosnące w lasach poziomki mogą być niepowtarzalną ucztą.
Część z nas lubi latem wylegiwać się na słońcu (no, może w polskim tegorocznym wydaniu to już byłaby przesada), ale jest też wielu amatorów poznawania nieznanych dotychczas, a często bardzo ciekawych miejsc. Obrazy z takich wędrówek pozostają na długo nie tylko w albumach, ale przede wszystkim w naszej pamięci. Wyprawy zarówno dalekie jak i takie całkiem bliskie dają uczestnikom, a dzieciom w szczególności porcję świetnie przyswajanej wiedzy i umiejętności praktycznych. Wszyscy nabierają wtedy przekonania, że wakacje to wspaniały wynalazek nawet podczas deszczu.
Dni wakacyjnych zostało jeszcze trochę. Nie zmarnujmy ich bo już niedługo wrócimy do rzeczywistości. W miastach zacznie obowiązywać standard komunikacyjnych korków, dzień będzie coraz krótszy, w mieszkaniach zaczną grzać, będziemy mniej odporni na przeziębienia, no ale za to WYGINĄ KOMARY! Co prawda pewnie nie przestanie lać, ale przecież będziemy mieć więcej czasu na wspomnienia z wakacji. Uporządkujemy zdjęcia i zaczniemy planować kolejne lato.

wtorek, 3 maja 2011

SEZON NIE TYLKO OGÓRKOWY


Alicja Barwicka

Ponieważ wiosna jest w całej krasie (dziś w Warszawie jest +3 st. C, ale w odróżnieniu od Kotliny Jeleniogórskiej nie pada śnieg) mam nadzieję, że niedługo nadejdzie lato, które kojarzy mi się ze słońcem, plażą, jedzeniem śniadań na tarasie i innymi miłymi sprawami, ale niestety również z ogórkowym sezonem teatralnym, co już wcale miłe nie jest. Latem mamy przecież więcej czasu i chciałoby się nieraz w leniwe popołudnie dokonywać trudnych wyborów w rodzaju: na co by tu dzisiaj się wybrać. Chyba jednak i nadchodzące lato takich wyborów niestety nam oszczędzi. Niezależnie od pogody wiosna to ponadto sezon konferencji naukowych. Dotyczy to również okulistyki. Intensywność spotkań naukowych jest zbliżona do sezonu jesiennego, a więc godna zauważenia. W pierwszych dniach marca bieżącego roku zaczęliśmy od analizy kontrowersji w diagnostyce i leczeniu chorób oczu podczas Światowego Kongresu Okulistycznego w Barcelonie. 22 marca w Düsseldorfie można było się przekonać, że trudności i różnice diagnostyczne to niestety chleb powszedni okulistów na całym świecie, a nie tylko nasza lokalna bolączka. 25 marca w Jachrance k/ Warszawy pochylaliśmy się nad wątpliwościami: jaskra pierwotna cz wtórna? oraz: kiedy leczyć ją operacyjnie, a kiedy farmakologicznie?, natomiast 26 i 27 marca w pięknie odrestaurowanym zamku krzyżackim Ryn podczas konferencji naukowej „wiosenne spotkania jaskrowe” uzyskaliśmy między innymi wiele ważnych informacji w zakresie diagnostyki i leczenia obrzękowych postaci zmętnień rogówki, a także cukrzycowego obrzęku plamki. Poznawaniu metod obrazowania w okulistyce poświęcono warszawską konferencję w dniach 1-2 kwietnia, przy czym bogaty program w połączeniu z kilkoma kursami nie pozwolił nawet na najmniejsze oszustwa primaaprilisowe. I już po tygodniu - 9 kwietnia w wypełnionej po brzegi sali warszawskiego kina „Wisła” słuchaliśmy nowości dotyczących codziennej praktyki okulistycznej z obszaru medycyny pracy i chorób zakaźnych. Ponieważ dla wszystkich chętnych pewnie i tak nie starczyłoby miejsca, część mogła zdobywać umiejętności praktyczne podczas odbywającego się w tym samym terminie kursu USG gałki ocznej. Po drodze były święta i trochę dłuższa majówka – zobaczymy się więc dopiero 13 – 14 maja w Łodzi na corocznym (już siódmym) Łódzkim Forum Okulistycznym. Fajnie? To się nazywa szkolenie ustawiczne. Znam takie zawody, w których raczej nie poświęca się swojego wolnego czasu i prywatnych pieniędzy po to tylko, żeby zdobyć jeszcze trochę wiedzy w interesie … innych, w tym przypadku naszych pacjentów. A więc aby do lata, bo po letniej przerwie czeka nas jesienny sezon maratonów konferencyjnych.

piątek, 18 marca 2011

Jak w Barcelonie okulistyczne kontrowersje poznawano?


Alicja Barwicka
W dniach 3 - 6 marca tego roku spotkali się w Barcelonie okuliści z 40 krajów świata (wśród nich spora grupa z Polski), aby podczas II Światowego Kongresu „Kontrowersje w okulistyce” debatować nad mającymi powszechne zastosowanie najnowszymi metodami diagnostyki i leczenia chorób oczu. W ciągu ostatnich 20 lat pojawiło się wiele nowoczesnych rozwiązań w zakresie rozpoznawania uszkodzeń narządu wzroku, a w ślad za nimi nowe możliwości leczenia w szczególności dotyczące mikrochirurgii okulistycznej. Specjaliści w tej dyscyplinie medycznej rozpoczęli więc intensywne korzystanie z powyższych dobrodziejstw, zwłaszcza w najcięższych schorzeniach okulistycznych a więc jaskrze, AMD (zwyrodnienie plamki związane z wiekiem), czy retinopatii cukrzycowej. Dzisiaj już nie wyobrażamy sobie monitorowania jaskry bez skaningowej tomografii laserowej dotyczącej nerwu wzrokowego (HRT II), czy analizatora grubości włókien nerwowych siatkówki (GDx), a diagnostyka AMD nie może się obejść bez OCT (optyczna koherentna tomografia). Skutkiem uzyskania niezwykle precyzyjnych obrazów w badaniach diagnostycznych stało się zdecydowane skrócenie procesu zmierzającego do ustalenia rozpoznania a co za tym idzie do wcześniejszego rozpoczęcia odpowiednio ukierunkowanego leczenia. Jak każde nowości, tak i przedstawione wyżej rozwiązania mają swoją indywidualną drogę rozwoju. Najpierw wszyscy się nimi wyłącznie zachwycają, a następnie zaczynają się zastanawiać, czy rzeczywiście w każdej sytuacji korzystanie z nich jest niezbędne. W medycynie, która w ostatnich dziesięcioleciach może poszczycić się ogromnym rozwojem nauk klinicznych, pojawiających się aktualnie wątpliwości i kontrowersji jest już na tyle dużo, że takim debatom poświęca się całe konferencje i kongresy. Okulistyka, której rozwój od około 20 lat jest wręcz rewolucyjny omawia kontrowersje wokół najnowszych metod diagnostyki i leczenia nie tylko na krajowych, ale i na światowych spotkaniach. Nikt nie ma już wątpliwości, że wraz z opracowaniem dalszych nowoczesnych rozwiązań, potrzeba omówienia tej drugiej, kontrowersyjnej strony zagadnienia staje się oczywista. Między innymi dlatego za rok w Berlinie odbędzie się III Światowy Kongres „Kontrowersje w okulistyce”. Na naszym rodzimym okulistycznym podwórku także ma miejsce dyskusja nad powyższym problemem, a ostatnia konferencja poświęcona okulistycznym kontrowersjom farmakologii i chirurgii odbyła się w listopadzie 2010 roku we Wrocławiu. Zasada takich spotkań jest dość prosta, chociaż dla organizatorów wiążąca się z dużymi wyzwaniami. Należy bowiem zgromadzić w jednym miejscu i czasie zwolenników i oponentów danej metody diagnostycznej lub leczniczej. Podczas obrad obie strony prezentują swoje punkty widzenia opierając się na osobistych doświadczeniach oraz na aktualnych doniesieniach z piśmiennictwa. Zdarza się, że zarówno zwolennik, jak i prezentujący pogląd odmienny opierają się na tych samych doniesieniach naukowych! Uczestnicy spotkań mają więc „jak na talerzu” podane argumenty „za i przeciw”. Trzeba dodać, że przecież każdy ze słuchaczy takich wystąpień ma jakieś osobiste doświadczenia i wiążące się z nimi przemyślenia, czasem też szereg wątpliwości. Na tym polega wartość takich spotkań. Uczestnicy mają nie tylko szansę poznania zagadnienia z różnych stron, ale także utwierdzenia się we własnych poglądach, lub też przekonania się do pójścia inną drogą z pożytkiem dla siebie i swoich pacjentów. Jest nieraz bardzo trudno po zaledwie kilkuletnim stosowaniu poznać wszystkie wady i zalety nowej metody diagnostycznej, czy terapeutycznej, ale im bardziej się nad tym zastanawiamy i bardziej daną metodę udoskonalamy modyfikując między innymi wskazania i przeciwwskazania do jej stosowania, tym więcej skorzysta na tym w przyszłości potencjalny pacjent.

środa, 12 stycznia 2011

O łatwej i trudnej realizacji noworocznych planów


Alicja Barwicka

W ostatnich godzinach starego roku robimy często przegląd planów i zamierzeń, których nie udało się zrealizować w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Te, które nie straciły na aktualności dokładamy do nowo utworzonego pakietu planów na Nowy Rok. W ten sposób corocznie nieco nam się wydłuża lista „spraw do załatwienia”. Ale nie traćmy nadziei. Kiedyś to przecież załatwimy. Ja nie w tym roku, to pewnie w następnym… U każdego z nas są na tej liście pozycje o różnym stopniu trudności, no i pozycje stałe. Takie najbardziej popularne to: „odchudzić się o …kilogramów”, „nauczyć się hiszpańskiego”, „zrobić porządek w piwnicy” itd. Są też i takie, które dopisywane corocznie do naszej listy, wcale nie gwarantują właściwej realizacji, a już na pewno nie w ciągu jednego roku jak np. „wychować dziecko na porządnego człowieka”(bardzo trudne!). Są też postanowienia z grupy „zdrowotnych”, obiektywnie dość łatwe w realizacji, ale jakoś ta realizacja kuleje. O ile z wizytą u dentysty sprawa jest oczywista (część z nas panicznie boi się bólu), o tyle wizyta w gabinecie okulistycznym to chyba bardziej strach przed nieznanym. A więc odczarujmy problem, gdyż dobrze jest wiedzieć co nas może czekać w takim miejscu. Generalnie nie ma się czego bać. Rutynowe badanie wykonane przez lekarza okulistę nie boli, a więc nie wymaga od nas wykazania się jakąś szczególną odwagą.
Jak w każdym innym gabinecie lekarskim wizyta zacznie się od zebrania wywiadu lekarskiego, podczas którego należy szczegółowo przedstawić niepokojące nas objawy. Możemy zostać poproszeni o odpowiedź na kilka pytań, np. o choroby przebyte, a także czy i na jakie choroby jesteśmy aktualnie leczeni. Nie zapominajmy o alergii! Oprócz nazw przyjmowanych ostatnio leków, dobrze jest wiedzieć czy i jakie choroby występują bądź występowały w naszej rodzinie. Jeśli korzystamy z okularów, powinniśmy mieć je ze sobą oraz przynajmniej w przybliżeniu znać ich wartość (w końcu to przecież nasze okulary).
Jest kilka badań najbardziej podstawowych, z którymi u okulisty spotkamy się prawie zawsze.
Badanie ostrości wzroku jest przeprowadzone oddzielnie dla każdego oka najpierw do dali, potem do bliskiej odległości. Polega na odczytywaniu na wystandaryzowanych tablicach rzędów cyfr, liter, albo tekstu. Ponieważ podczas tego badania możemy zostać poproszeni o porównanie jakości widzenia w różnych szkłach próbnych, trzeba być skupionym i uważnym.
W przypadku potrzeby określenia rozpoznawania barw – na odpowiednich tablicach będziemy odczytywać znaki graficzne np. cyfry, figury geometryczne itd.
W pewnych sytuacjach zostanie przeprowadzone orientacyjne badanie pole widzenia zarówno w jego części obwodowej, jak i centralnej (przy użyciu tzw. testu Amslera). Otrzymamy szczegółowe instrukcje do tych badań, a jeśli nie będą zrozumiałe – trzeba poprosić o dodatkowe wyjaśnienie.
Do diagnostyki przeprowadzanej rutynowo należy badanie w biomikroskopie zwanym lampą szczelinową. Nie wymaga ono od pacjenta jakiegokolwiek wysiłku, a pozwala na bardzo dokładną ocenę struktur anatomicznych począwszy od odcinka przedniego, aż do dna oka włącznie (tu dodatkowym narzędziem jest soczewka o silnej mocy trzymana przez lekarza tuż przed badanym okiem). Dno oka badane jest często przy pomocy tzw. wziernikowania bezpośredniego z użyciem oftalmoskopu, ale również ta metoda nie niesie ze sobą żadnych nieprzyjemnych doświadczeń. Pacjent kieruje tylko wzrok w określonym przez lekarza kierunku. Ocena dna oka przy pomocy obu opisanych metod wiąże się ze skierowaniem do wnętrza oka określonej ilości światła, ale badanie jest tak przeprowadzane, by pacjent nie czuł nadmiernego olśnienia.
Po połączeniu z inną aparaturą, lampa szczelinowa jest wykorzystywana do wielu innych badań diagnostycznych. Dla przykładu zamontowanie tonometru aplanacyjnego pozwala bardzo dokładnie przeprowadzić pomiar ciśnienia wewnątrzgałkowego. Bezpośrednio przed takim badaniem do worka spojówkowego podawany jest roztwór barwnika i środek znieczulający. Samo badanie trwa na tyle krótko, że często nie zdążymy się nawet zorientować, że właśnie zostało wykonane. Możemy się także spotkać z metodą pomiaru bezdotykowego gdzie nie ma potrzeby znieczulenia powierzchni oka, wówczas pacjent jest uprzedzony, że poczuje uderzenie podmuchu powietrza.
Jeśli w związku z powyższym z jakiejś przyczyny powinniśmy w Nowym Roku odwiedzić okulistę należy jak najszybciej umówić wizytę. Miło jest móc odznaczyć sprawę jako „wykonaną” na naszej rocznej liście….
DOSIEGO ROKU!

wtorek, 21 grudnia 2010

Co wspólnego mają pomidory ze skokami na bungee?


Alicja Barwicka
Jest polska (biała) jesień czyli mroźna i śnieżna zima. Jak to u nas. Gdyby nie prapradziadowie, którzy wymyślili kalendarz i pory roku, nie bardzo byśmy wiedzieli jak to z tą pogodą ma być. Tegoroczne (jesienne przecież) święto 1 listopada było piękne i ciepłe, a teraz podczas tej samej jesieni mrozy tu i ówdzie do -20 stopni. Aż strach pomyśleć co nas czeka za kilka dni, kiedy nadejdzie prawdziwa zima! Prawie pewne może być tylko to, że na Boże Narodzenie pogoda się załamie, czyli (jak to u nas zimą) odwilż i plucha.
Dlatego też myślę o lecie. A lato kojarzy mi się z pomidorami o takim prawdziwym, pomidorowo-krzaczkowym zapachu i ze sportami ekstremalnymi, bo latem są wakacje i urlopy, a więc część z nas chce poczuć smak czegoś zupełnie niecodziennego. Nagle odkrywamy w sobie potrzebę ryzyka, sprawdzenia się w sytuacjach powszechnie uznawanych za trudne, lub niebezpieczne. Jednym z takich bardzo ostatnio modnych zachowań są skoki na bungee. To bardzo stary rodzaj sportu, bo mający już ponad 2000 lat. Pierwsze zapisy dotyczą wyspy Pentecost w archipelagu nowych Hybryd na Pacyfiku. Źródła mówią o wyczynach młodych mężczyzn, którzy przywiązani linami za nogę skakali z wysokich bambusowych konstrukcji. Dzisiaj na bungee skacze się z mostów, wież, dźwigów itp. Są nawet amatorzy skoków z helikoptera w kierunku krateru aktywnego wulkanu!
Większość osób które podejmują się skoków na bungee nie ma wiedzy na temat skutków urazów związanych z tego rodzaju aktywnością A urazów jest sporo. Dostępne piśmiennictwo podaje, że są to najczęściej urazy głowy, kończyn, mięśni i stawów, ale też urazy rdzenia kręgowego (z porażeniem czterokończynowym włącznie), a nawet wypadki śmiertelne. Te ostatnie związane były z nieodpowiednim rodzajem liny, złą kalkulacją długości lub jej nieprawidłowym umocowaniem. Opisywane są także uszkodzenia narządu wzroku powstałe w rezultacie skoku. Niestety znaczna część tych uszkodzeń może być przyczyną trwałego upośledzenia ostrości widzenia. Jest to o tyle istotne, że dotyczy młodych, dotychczas ogólnie zdrowych osób. Zdecydowana większość urazów okulistycznych powstałych w opisywanych okolicznościach sprowadza się do krwotoków do różnych struktur oka i o różnym stopniu nasilenia. O ile krwotoki podspojówkowe nie pozostawią następstw, to krwotoki do ciała szklistego, siatkówki, zwłaszcza te do plamki żółtej i okołoplamkowe są bardzo niebezpieczne, często nie poddają się leczeniu i nie rokują najlepiej. Dlaczego dochodzi do wystąpienia krwotoków wewnątrzgałkowych? Wszystko sprowadza się do powszechnie obowiązujących (a więc dotyczących również skoczków) praw fizyki. Wzrost ciśnienia wewnątrz naczyń, zwłaszcza żylnych jest spowodowany odwróceniem kierunku działania siły grawitacji, przyspieszenia i narastaniem ujemnego przeciążenia. Podczas skoku dochodzi do gwałtownego wzrostu ciśnienia hydrostatycznego w naczyniach krwionośnych, przy czym najwyższe wartości są osiągane w najniższym punkcie skoku. Siła grawitacji wynosi wtedy między 2,5 a 3,0 G, ale może wzrosnąć nawet do 7,0 – 8,0 G. Udowodniono, że krwotoki wewnątrzgałkowe mogą wystąpić, kiedy siła grawitacji przekroczy wartość = 3,0 G.
W związku z powyższym trzeba uważać przy wyborze letnich aktywności! Jedni lubią bungee,
No cóż, zbliża się zima więc addio pomidory!
Wesołych Świąt!

czwartek, 11 listopada 2010

TAKIE SOBIE PRZEMYŚLENIA OCZNO – JESIENNE


Alicja Barwicka

No i mamy jesień. Co prawda tak ciepłej nie było od lat, ale zawsze to jesień. Dzień krótki, a więc nawet w dni słoneczne słońca niewiele. Jak wszyscy dobrze wiemy do prawidłowego widzenia dobrze jest mieć dobre światło. Tak już jesteśmy skonstruowani, że tego światła dla oczu ma być dokładnie „tyle ile trzeba”. Ani za dużo, ani za mało. Nadmiar światła docierającego do oka zwłaszcza światła niebieskiego może mieć negatywny wpływ na proces widzenia i dlatego jest uznanym czynnikiem ryzyka wielu chorób oczu. Powstałe w narządzie wzroku uszkodzenia dotyczą centralnej okolicy siatkówki, czyli plamki żółtej, a więc obszaru, który odpowiada za najbardziej precyzyjne widzenie obrazu. Dlatego szczególnie dla osób z jasną karnacją i jasnymi tęczówkami niezbędne są okulary przeciwsłoneczne, najlepiej z odpowiednim filtrem eliminującym nadmiar promieni UV.
Innymi zagrożeniami dla siatkówki (obok czynników na które nie mamy wpływu, takimi jak wiek, czy predyspozycje genetyczne) są między innymi dieta uboga w witaminy i mikroelementy oraz palenie papierosów (zwiększa ryzyko zachorowania aż pięciokrotnie).
Co do diety, to podstawowe zasady żywienia nie odbiegają od ogólnie znanych zaleceń dotyczących profilaktyki chorób cywilizacyjnych, jednak w profilaktyce chorób siatkówki dieta powinna dostarczać ponadto:
 dwóch bardzo ważnych karotenoidów: luteiny i zeaksantyny (obecne są m/in. w brokułach, jarmużu, szpinaku, kapuście włoskiej i białej, brukselce, dyni, natce pietruszki), których poziom w tkankach oka zmniejsza się wraz z wiekiem,
 witaminy C obecnej m/in. w kapuście, papryce, natce pietruszki, pomidorach, szpinaku, kalafiorze,
 witaminy E obecnej głównie w olejach roślinnych, awokado, orzechach, migdałach, pestkach słonecznika,
 cynku obecnego m/in. w otrębach, kiełkach ziaren zbóż, grzybach, śledziach,
 selenu obecnego m/in. w rybach i owocach morza, mięsie, kukurydzy, warzywach strączkowych, mące z pełnego ziarna,
 kwasów tłuszczowych z rodziny omega – 3, obecnych głównie w rybach morskich.
Palenie tytoniu ma ugruntowaną złą pozycję wśród wielu chorób cywilizacyjnych i nie dotyczy to jedynie chorób układu oddechowego i układu krążenia. Tak też jest z chorobami siatkówki. Z upływem lat organizm palacza (zarówno czynnego, jak biernego) jest poddawany działaniu toksycznych produktów, które odkładają się między innymi w ścianach naczyń krwionośnych, ze wszystkimi tego następstwami. W tej sprawie nie ma półśrodków. Palenie bezwzględnie trzeba rzucić!
Pamiętajmy o tych sprawach, bo znajomość czynników ryzyka wielu chorób cywilizacyjnych pozwala mieć nadzieję, że przez zmianę stylu życia na bardziej prozdrowotny można uniknąć lub opóźnić wystąpienie wielu kłopotów zdrowotnych.