niedziela, 29 czerwca 2014

JEDZIEMY NA WAKACJE

Alicja Barwicka
Mniej więcej tydzień po ostatnich zakończonych wakacjach wiemy już dokładnie gdzie chcielibyśmy pojechać w roku następnym, co chcielibyśmy tam robić, a czego nie. Wraz z ostatnim szkolnym dzwonkiem kończy się rok przygotowań do czegoś wymarzonego, co w marzeniach zawsze bywa jedną wielką wspaniałością, ale w realiach już niekoniecznie. Podskórnie to czujemy i pewnie dlatego okres przygotowań do wyjazdu i samej podróży na wakacje plasuje się według różnych źródeł na trzeciej bądź czwartej pozycji (ciągle tuż za wakacjami znajduje się gorączka przygotowań i samo Boże Narodzenie!) wśród najbardziej stresujących sytuacji, w jakiej może znaleźć się człowiek żyjący w kraju, niebędącym w stanie wojny. Wszystko przez to, że na wakacje nasze choroby podróżują razem z nami. Podróż na wakacje, to przecież podróż po odpoczynek, a nie znam nikogo, kto nie marzyłby o odpoczynku od swoich dolegliwości. Nie ma jednak innego wyjścia jak tylko przyjąć fakt do wiadomości i uwzględnić przy pakowaniu bagażu zażywane aktualnie leki.
Już na  długo przed sezonem wakacyjnym zaczyna się akcja dostarczania nam informacji dotyczących wypracowania idealnej, wakacyjnej sylwetki i wspaniałej, zdrowej opalenizny, ale może w przedurlopowych przygotowaniach warto uwzględnić nie tylko sylwetkę i skórę, ale również nasze oczy.
Na wakacje jedziemy po słońce, a słońce zdecydowanie zwiększa ryzyko wystąpienia zaostrzeń w przewlekłym zapaleniu brzegów powiek oraz zwiększa parowanie z przedniej powierzchni oczu. Dlatego preparaty nawilżające muszą się znaleźć w bagażu! Szczególnie powinni o nich pamiętać alergicy, bo zwiększenie temperatury otoczenia, to zwiększone parowanie fizjologicznego filmu łzowego i równocześnie zwiększenie stężenia alergenów w powietrzu. Dla podróżujących samolotem niezwykle ważna jest pierwsza godzina lotu, bo to wówczas bardzo spada wilgotność powietrza w kabinie, a tym samym silnie zwiększa się parowanie przedniej powierzchni oczu. Analogiczne procesy zachodzą w pomieszczeniach klimatyzowanych.
Co prawda groźny dla oczu zakres widma niebieskiego występującego w energii słonecznej dociera do siatkówki w niewielkim zakresie bo penetracja jest ograniczona przez rogówkę i ciało szkliste, ale nie wolno ryzykować i okulary przeciwsłoneczne wyposażone w filtr UV powinny być używane nawet przy pochmurnej pogodzie. Ani plażowy parasol, ani szyba samochodu, ani nawet chmury nie chronią nas przed niekorzystnym dla oczu zakresem promieniowania.
Chociaż oczne objawy boreliozy wywołanej przez kleszcze, to tylko 2-4 %, to dla miłośników wakacji w północno – wschodnich regionach Polski przyda się przypomnienie o zachowaniu szczególnej ostrożności podczas leśnych spacerów, w tym o odpowiednim ubraniu. Wzrost temperatury, to również wzrost aktywności kleszczy!
Jeśli stosujemy do oczu leki, to trzeba je zabrać na wakacje w ilości zapewniającej dawkowanie na cały okres pobytu. Dostęp do nich zwłaszcza za granicą może być utrudniony przez stosowane w danym kraju inne nazwy handlowe.
A jeśli już wszystko spakowaliśmy, wyruszamy po należny nam po całorocznym wysiłku wakacyjny odpoczynek!
 

sobota, 3 maja 2014

ŚPIESZ SIĘ POWOLI, CZYLI PREZENT NA UNIJNE URODZINY

Alicja Barwicka

Dopiero co stuknęła nam unijna dziesiątka. A przy urodzinach dobrze jest powspominać. W przypadku systemu ochrony zdrowia wspomnienia mają zwłaszcza ci, którzy mieli, lub niestety mają problemy zdrowotne. Ich nie interesuje wartość kontraktów, czy zakres limitów. Źle się czują, więc chcieliby dostać się do odpowiedniej placówki i uzyskać w niej poradę lekarską. Niby proste…

10 lat temu ludzie chorowali tak samo, mieli te same schorzenia, chodzili do lekarza z takimi samymi problemami. Dzisiejsza rzeczywistość rozczarowuje. Lekarz POZ nie zawsze jest w stanie nam pomóc, zwłaszcza w zakresie diagnostyki. Medycyna poszła do przodu, znacznie poprawiły się możliwości w zakresie wczesnego postawienia rozpoznania, a przecież od tego właśnie zależy odpowiednio wczesne, a tym samym bardziej efektywne włączenie leczenia. Problemy wynikające z pozycji leku na listach refundacyjnych zna większość chorych i mimo, iż zna, to nie jest w stanie pojąć dlaczego za ten sam lek stosowany w jednej chorobie przyjdzie nam zapłacić pełną (często naprawdę wysoką) kwotę, a w chorobie innej jedynie kilka złotych. Co prawda choroba, chorobie nierówna i nawet wśród nich są te tańsze i te droższe w leczeniu…

Najgorsze jednak są chyba kolejki. Niby były zawsze, ale chyba jednak 10 lat temu nikt nie musiał czekać na wizytę do specjalisty rok lub nawet dłużej. Specjalistów jakby mniej, potrzebujących jakby więcej. Pamiętajmy, że społeczeństwo się starzeje, a ludzie starsi chorują częściej i niekoniecznie tylko na jedną chorobę. Chcieliby się leczyć! A z tym (głównie w aspekcie finansowym, ale nie tylko) są problemy w większości krajów europejskich. Żeby więc tym problemom przynajmniej częściowo zaradzić, Parlament Europejski i Rada Europy przyjęły w dniu 9 marca 2011 roku Dyrektywę nr 20011/24/UE w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej. Dyrektywa weszła w życie 24 kwietnia 2011 roku, a termin jej transpozycji przez państwa członkowskie określono na 25 października 2013 roku. Od tej daty minęło już ponad 0,5 roku. Polscy pacjenci ciągle i z nadzieją czekają na zastosowanie w kraju przepisów wspólnotowych i chociaż póki co ich nie ma, to 18 marca b.r rząd RP przyjął (póki co tylko) projekt ustawy w sprawie wdrożenia przepisów powyższej dyrektywy. Mamy maj, czas płynie, ale czy aby na pewno powinniśmy go poganiać? Sama dyrektywa mówi o otwarciu granic dla chorych i zgodzie na refundację leczenia w innym unijnym kraju. Państwo, w którym chory jest ubezpieczony zostaje zobowiązane do zwrotu poniesionych przez pacjenta kosztów leczenia przeprowadzonego w jakimkolwiek kraju UE, o ile do tego typu świadczenia osoba ta ma prawo w kraju własnym. Wysokość refundacji powinna być równa kwocie, która zostałaby wydana przez nasz system ubezpieczenia zdrowotnego, gdyby leczenie odbywało się w kraju. Oczywiście kwota refundacji nie może przekroczyć rzeczywistych kosztów poniesionych przez pacjenta. Zapisy dyrektywy przewidują naturalnie pewne ograniczenia, tak, by nie zdestabilizować krajowych systemów finansowych. Chodzi tu o obowiązek wydawania przez krajowe systemy ubezpieczenia zdrowotnego (u nas MZ i NFZ) w trzech sytuacjach uprzedniej zgody. Taki obowiązek w krajach członkowskich może być wprowadzony na leczenie:

• połączone z jego planowaniem i w związku z tym związane z co najmniej jednodobowym pobytem w szpitalu, albo ze skorzystaniem z wysokospecjalistycznej i drogiej infrastruktury lub sprzętu medycznego,

• które wywołuje poważne i szczególne obawy dotyczące jakości i bezpieczeństwa,

• które może narazić pacjenta lub społeczeństwo na szczególne ryzyko.

Co prawda państwo może odmówić wydania takiej zgody jeśli istnieją uzasadnione obawy, że nie będą spełnione odpowiednie warunki jakościowe oraz bezpieczeństwa pacjenta, a także jeśli jest możliwość uzyskania tego typu pomocy w kraju w terminie akceptowalnym z punktu widzenia medycznego. Zgoda jednak musi być wydana, jeśli choremu przysługuje prawo do leczenia, a nie może otrzymać go we własnym kraju w terminie akceptowalnym z punktu widzenia medycznego.

W naszych warunkach chyba właśnie ten przepis dotyczący terminu akceptowalnego z punktu widzenia medycznego będzie przysłowiową (finansową) kością niezgody.

Ponieważ krajowej ustawy ciągle jeszcze nie ma, to począwszy od 25 października 2013 roku polscy pacjenci mogą powoływać się bezpośrednio na przepisy dyrektywy. Oczywiście NFZ odmówi zwrotu wydanych na leczenie kwot, ale sąd te kwoty (nawet jeśli nie w 100%) będzie musiał przyznać, ponieważ przepisy dyrektywy po tej dacie stały się źródłem prawa wiążącego nasze organy administracyjne. To, że Polska jeszcze nie zaimplementowała przepisów dyrektywy nie jest przecież winą pacjenta.

Analiza rządowego projektu ustawy i przepisów wykonawczych nie napawa optymizmem. Co prawda to tylko projekt, ale wynika z niego, że: raczej nie będzie zgody NFZ na leczenie szpitalne, nawet takie wymagające jednodniowej hospitalizacji, nie będzie też można skorzystać (bez zgody NFZ) z diagnostyki przy użyciu rezonansu magnetycznego, czy tomografii komputerowej, z badań genetycznych, terapii izotopowej itd… A może to tylko chorym się wydaje, że na te świadczenia polski pacjent czeka miesiącami i jak to się ma do terminów akceptowalnych z punktu widzenia medycznego?

piątek, 25 kwietnia 2014

UNIKAJMY URAZÓW OCZU

Alicja Barwicka

Po zimowym rozleniwieniu przychodzi pora zwiększonej aktywności człowieka. Zaczynamy domowe wiosenne porządki, rzucamy się do pracy na działkach i w przydomowych ogródkach. Naprawiamy rozmaite samochodowe usterki, majsterkujemy… Wszystkie te zajęcia mogą dać mnóstwo przyjemności, ale mogą też generować urazy narządu wzroku. Nie są wcale rzadkie, bo stanowią około 20% ogółu wypadków. Co jednak najważniejsze, wszelkie urazy gałki ocznej, czy też jej narządów dodatkowych, nawet te powierzchowne mogą stanowić zagrożenie dla funkcji wzrokowych.

Kiedy uraz mechaniczny obejmuje oczodół powoduje uszkodzenie tkanek miękkich i kości, przy czym skutki czynnościowe zależą od lokalizacji zmian i ich rozległości. Przy stłuczeniu oczodołu można spotkać zarówno lżejsze obrażenia, takie jak: wylewy podskórne i podspojówkowe, otarcia i zranienia powiek, ale też krwiaki oczodołowe powodujące przemieszczenie gałki ocznej z zaburzeniem jej ruchomości. Przy tego typu obrażeniach mogą też ulec zranieniu drogi łzowe.

Złamania kości oczodołu mogą być powodem wielu, nieraz dość groźnych następstw. Dość typowe są urazy powstające w wyniku bezpośredniego uderzenia małym przedmiotem (piłka tenisowa, pięść), w wyniku których dochodzi do nagłego wzrostu ciśnienia w jamie oczodołu. Szczególnym następstwem urazu jest wewnątrzoczodołowa, pozagałkowa obecność ciała obcego (metalicznego lub nie). Chociaż usunięcie może nieraz nastręczać interdyscyplinarnemu zespołowi, to z uwagi na możliwe powikłania w postaci ropowicy oczodołu, powstawania przetok i groźby zakażenia wewnątrzczaszkowego konsekwentnie dąży się do usunięcia obcego materiału z przestrzeni pozagałkowej.

Urazy mechaniczne samej gałki ocznej (urazy tępe, zranienia i ciała obce) zależnie od lokalizacji i rozległości mogą mieć bardzo różne następstwa. Większość urazów tępych o niewielkiej sile działania nie powoduje obniżenia funkcji wzrokowych.. Nagłe silne urazy gałki ocznej (np. korki z butelek z napojami gazowanymi) poza wylewem krwi do komory przedniej i urazem rogówki powodują często trwałe uszkodzenia dotyczące zwłaszcza tęczówki i soczewki.

Jednym z najczęstszych następstw tępych urazów gałki ocznej są wylewy krwi do komory ciała szklistego oraz odwarstwienie siatkówki, a przy większej sile tępego urazu może dojść nawet do pęknięcia gałki ocznej. Urazy tępe tylnego odcinka gałki ocznej mają często miejsce podczas urazów głowy, czy działania sił wybuchu.

Ostre urazy gałki ocznej to następstwa wypadków komunikacyjnych, wypadków w środowisku pracy, ale też (zwłaszcza u dzieci) w domu, gdzie jest mnóstwo ostrych przedmiotów i „strzelających” zabawek.

Przy dużej sile urazu przenikającego, rana rogówki może niestety stanowić tylko początek problemu. Trzeba się wówczas liczyć w szczególności z uszkodzeniem soczewki czy tęczówki, często z koniecznością usunięcia jej części.

Ciało obce jako przyczyna uszkodzenia gałki ocznej jest dość powszechna, przy czym na szczęście większość takich incydentów kończy się stwierdzeniem obecności ciała obcego w worku spojówkowym lub w rogówce. Nawet jeśli nie dochodzi do penetracji w głąb gałki, to każde ciało obce będące przede wszystkim źródłem infekcji powinno być bezwzględnie usunięte. Najczęściej nie stanowią problemu diagnostycznego, ale kiedy np. źdźbło trawy lub kłosa utkwi w szczycie załamka górnego spojówki poszukiwanie go w obrzękniętej tkance może stanowić nie lada wyzwanie. Znacznie gorzej rokują urazy z przeniknięciem ciała obcego do wnętrza gałki ocznej. Obcy materiał może się zatrzymać wewnątrzgałkowo w różnej lokalizacji, ale może też przebić tylną ścianę gałki i utkwić w tkankach oczodołu.

Czynniki fizyczne także mogą być powodem uszkodzeń gałki ocznej. Oparzenia termiczne dotyczą głównie powiek, ale najczęściej nie są powodem trwałych ubytków ich funkcji. Efekty cieplne mogą być ponadto wywołane działaniem na gałkę oczną pola elektromagnetycznego, przy czym szczególnie wrażliwa jest tu soczewka. Zmętnienia w jej obrębie mogą wystąpić przy narażeniu na długotrwałą ekspozycję na działanie mikrofal, promieniowania podczerwonego, czy jonizującego. Dotyczy to także działania energii elektrycznej.

Oparzenia chemiczne to kolejna wielka grupa urazów okulistycznych, z których część może spowodować ciężkie i trwałe uszkodzenia narządu wzroku. Najcięższy i co gorsza pogarszający się z każdą godziną przebieg mają oparzenia substancjami alkalicznymi. Nieco lepsze rokowanie dotyczy oparzeń kwasami.

Przenikające urazy gałki ocznej są niezwykle niebezpieczne również w związku z możliwością wystąpienia zapalenia współczulnego drugiego (dotychczas zdrowego) oka. To jedna z najwcześniej opisanych (IV wiek p.n.e. – Hipokrates), chociaż ciągle nie do końca poznanych chorób człowieka. Znajdziemy jej opis u Witkacego w powieści „622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta”, znajdziemy w biografii twórcy alfabetu dla niewidomych Louisa Braille`a, który w dzieciństwie doznał urazu jednego oka, a następnie zapalenia współczulnego oka drugiego, w wyniku czego całkowicie stracił wzrok. Dzisiaj dzięki wczesnemu, dokładnemu zaopatrzeniu ran przenikających, zachowaniu zasad aseptyki, precyzji metod mikrochirurgicznych i następowej antybiotykoterapii, ta niezwykle groźna choroba zdarza się obecnie bardzo rzadko, ale cięgle jeszcze są odnotowywane jej przypadki.

Niezależnie od zakresu i przebiegu urazu zawsze trzeba się liczyć z jego negatywnym skutkiem i dlatego nie wolno do nich dopuszczać. Kiedy jednak dojdzie już do uszkodzenia oka, pomoc specjalistyczna musi być udzielona jak najszybciej. Chrońmy przed urazami oczy swoje i cudze!

poniedziałek, 17 marca 2014

BYŁ SOBIE TYDZIEŃ

Alicja Barwicka

Mamy marzec, a to pora, gdy obchodzony jest światowy tydzień jaskry. W tym roku przypadał na dni 9 – 15 marca. Jak co roku prowadzona w tym czasie działalność informacyjna adresowana jest w szczególności do aktualnych i przyszłych pacjentów. Ze sporej porcji najnowszej wiedzy mogą też skorzystać okuliści, bo nie licząc bieżących doniesień i przekazów ukazujących się w specjalistycznej literaturze i mediach, w tym właśnie czasie każdy kraj organizuje konferencję naukową poświęconą tematyce jaskrowej i tak np. w Polsce w dniu 14 marca b.r. miała miejsce XIII Plenarna Konferencja Naukowo – Szkoleniowa zajmująca się w szczególności aktualnymi kierunkami diagnostyki i leczenia neuropatii jaskrowej.

Na świecie jest 67 milionów osób, u których rozpoznano jaskrę, a według ostatnich szacunków równie duża grupa chorych nie jest leczona i nawet nie wie o swojej chorobie. Powinno być więc sporo osób zainteresowanych wiedzą w tym zakresie. Podczas prowadzonej w jednym czasie i w wielu krajach tygodniowej akcji odbywają się spotkania, prelekcje, wykłady, ale przede wszystkim organizuje się masowe badania przesiewowe dla zainteresowanych osób.

Obie formy są bardzo ważne. Nawet stwierdzona jednorazowo zwyżka ciśnienia wewnątrzgałkowego u osoby, która nie wie nic lub prawie nic o jaskrze nie spowoduje wyrobienia nawyku konieczności regularnych badań okulistycznych. Dopiero przekaz wiedzy o chorobie i płynących z niej zagrożeniach dla wzroku pozwoli obalić istniejące mity i właściwie ukierunkować świadome działania.

Niestety nie tylko dla przeciętnego zjadacza chleba, ale i dla części środowiska lekarskiego jaskra jest ciągle chorobą tajemniczą. A przecież z uwagi na częstość występowania i fatalne skutki jakie ta grupa schorzeń może powodować wiedza o zagrożeniu powinna być przekazywana także pacjentom gabinetów lekarzy rodzinnych. To właśnie tam powinny też być obalane mity na temat tej choroby. A jest ich naprawdę sporo. Prześledźmy tylko te najbardziej powszechne:

1. Jestem za młody, chorują tylko ci starsi. Nieprawda! Zachorować można w każdym wieku, chociaż ryzyko faktycznie wzrasta wraz z wiekiem.

2. Jaskra jest przecież uleczalna. Nieprawda! Nie można przywrócić już utraconej funkcji widzenia, ale faktycznie dzięki zastosowaniu leczenia można opóźnić rozwój choroby i zachować widzenie.

3. Zajmę się sprawą po wystąpieniu objawów, bo przecież jakieś wystąpią. Nieprawda! Mogą nie wystąpić , bo to choroba bardzo podstępna. Można utracić około 40% zasięgu pola widzenia i dopiero wtedy zauważyć coś niepokojącego.

Jeśli w rodzinie ktoś chorował na jaskrę, mamy niestety większe szanse na wystąpienie tej choroby. Również jeśli podczas badań przesiewowych, np. w ramach badań profilaktycznych z zakresu medycyny pracy wartość ciśnienia wewnątrzgałkowego przekracza 23 – 25 mm Hg powinno to nas zaniepokoić i skłonić do monitorowania tego wskaźnika. Pamiętajmy, że prawidłowe ciśnienie wewnątrzgałkowe jest absolutnie niezbędne dla właściwego funkcjonowania oka, a zaburzenie jego wartości tj zwyżki lub duże wahania prowadzą do jaskry czyli grupy chorób oczu mogących skutkować ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniem nerwu wzrokowego. Z drugiej strony podwyższone ciśnienie wewnątrzgałkowe będąc najważniejszym objawem jaskry jest równocześnie tym, co naprawdę potrafimy leczyć. Metody terapii przeciw jaskrowej są zróżnicowane i zależne od stanu klinicznego, począwszy od zachowawczych, poprzez zabiegi laserowe, aż do operacji mikrochirurgicznych przeprowadzanych na wewnętrznych strukturach gałki ocznej odpowiedzialnych za mechanizm przepływu cieczy wodnistej w tzw. kącie przesącza. Co jednak najważniejsze metody leczenia jaskry są efektywne, gdyż dzięki nim udaje się na tyle zatrzymać, lub spowolnić proces chorobowy, że w jaskrze poddającej się leczeniu mimo upływu lat nie dochodzi do istotnego pogarszania ostrości wzroku.

To, że właśnie skończył się światowy tydzień jaskry niech więc nie znaczy, że skończyło się nasze wyczulenie na konieczność wykonywania profilaktycznych badań okulistycznych pomagających w wykrywaniu tej niezwykle groźnej choroby oczu.







piątek, 28 lutego 2014

SKĄD WZIĄĆ KASĘ?


Alicja Barwicka


Jak świat światem, przez wieki naturalne kataklizmy, epidemie i wojny regulowały liczbę ludności świata. Ludzi miało być z grubsza tyle, by ich byt zabezpieczała aktualna produkcja żywności i jakoś się to regulowało. Jednak obecnie liczba ludności w skali globalnej w stosunku do możliwości produkcyjnych żywności jest zbyt wysoka. Co gorsza, w krajach europejskich problemy demograficzne zupełnie zmieniły liczebność grup wiekowych. Jest coraz mniej dzieci i coraz więcej ludzi starych. Mimo, iż we Francji, czy w Niemczech emigranci z obszarów Bliskiego Wschodu i Afryki należą do grup o wysokim wskaźniku „dzietności”, to jednak panująca w tych społecznościach pewnego rodzaju kulturowa izolacja od reszty społeczeństwa oraz trudności lub wręcz niechęć do asymilacji w nowym środowisku każą dostrzegać w przyszłych społeczeństwach starego kontynentu wiele społecznych i demograficznych problemów. Współczesny obywatel starzejących się państw Europy potrafi liczyć pieniądze. Jest też człowiekiem wygodnym, ceni sobie życie dostatnie, wie więc, że luksus kosztuje. Niestety dostrzega też, że przy takich tendencjach demograficznych nie bardzo będzie komu pieniądze na własny dobrobyt wypracować. Zaczyna więc szukać dziedzin, które są zbyt kosztowne i wie, gdzie znaleźć oszczędności. Współczesny obywatel starzejących się państw Europy odkrył niedawno ze zdziwieniem, że bardzo drogie jest utrzymanie zdrowia! Niestety lecznictwo, to jeszcze wyższe koszty. Sam nieraz też zapada na zdrowiu, więc wie , że nawet błaha infekcja, może nadwyrężyć budżet, w którym nikt przecież nie przewiduje tak nierozsądnych pozycji, jak leczenie. Tak oczywiście być nie może, więc w tej starej, demokratycznej Europie wyciągnięto wniosek, że najlepszym (z ekonomicznego punktu widzenia) rozwiązaniem dla narodowych budżetów jest zmniejszenie wydatków na leczenie poprzez eliminację ludzi chorych. Proste!

Niestety nie wszyscy obywatele będą się chcieli tej logicznej ideologii podporządkować. I tu może być problem. Ale jak sądzę nie będzie to problem zbyt duży. Jak wiadomo ludzie chorzy są słabi. Nie mają sił na walkę o własne prawa i dlatego od zawsze w okresach choroby to rodzina troszczyła się o chorego. Ale to już przeszłość. Teraz mądre głowy zadbają o to, by na świecie żyli tylko młodzi, zdrowi i… W końcu te kilka krajów europejskich, które przyjęły ustawy w sprawie eutanazji przekonały większość swoich obywateli, że człowiek chory to nie tylko kłopot dla rodziny, ale że to przede wszystkim koszty. Zawsze można powiedzieć, że na pewno chciałby już umrzeć, zawsze można powiedzieć, że nie rokuje. A dzieci? Że cierpią? Oczywiście, że cierpią, ale leczenie bólu jest dziś naprawdę efektywne! Że nie rokują? Tak, na dzisiejszy stan wiedzy nie rokują, ale jutro? Kto wie? A może bardziej cierpią bliscy, może to oni już nie dają rady, może to oni w szczególności nie rokują już jako opiekunowie umierającego dziecka? Trudne są te pytania, ale przecież brak znalezienia na nie odpowiedzi nie upoważnia nikogo do pozbywania się tych osób, tylko dlatego, ze są może zbyt kosztownym, uciążliwym problemem. Dokąd zmierzamy z takimi pomysłami? Nawet jeśli zostaną odpowiednio wcześnie wyeliminowani ze społeczeństw wszyscy nieuleczalnie chorzy, to nie znaczy, że nasze szanse na długowieczność w pełnym zdrowiu i nieustannym opływaniu w dostatki chociaż trochę wzrosną. Kasa zaoszczędzona na tych, którym się nie powiodło, raczej nie wpłynie na nasze konta! Ciekawe, że twórcy tych pomysłów także mogą zachorować. Może nawet nie będą rokować?

Nie dajmy się zwariować, ale na wszelki wypadek dbajmy o zdrowie!

poniedziałek, 20 stycznia 2014

CZY WARTO MIERZYĆ WARTOŚĆ CIŚNIENIA TĘTNICZEGO KRWI?

Alicja Barwicka

Pytanie ma charakter retoryczny i większość z nas raczej nie ma wątpliwości, ze należy to robić.. Ciągle słyszymy o problemach osób z nadciśnieniem, a w naszych rodzinach zawsze znajdzie się ktoś, kto z tego powodu zażywa leki. Choroba nadciśnieniowa jest problemem powszechnym, ale i tak wielu chorych ciągle nie wie, że choruje. Jak wynika z aktualnych wyników projektu NATPOL na wysokim poziomie (30% = 3,1 mln chorych) utrzymuje się odsetek chorych z nadciśnieniem tętniczym nieświadomych tego zaburzenia. Dodajmy 10 mln Polaków przed 80 rokiem życia i 1 mln tych starszych leczonych z powodu nadciśnienia tętniczego… Nadciśnienie tętnicze jest chorobą wielonarządową, bo następstwa zaburzeń krążenia mogą się odbić na pracy praktycznie każdego narządu, w tym również naszych oczu. Jednym z takich zaburzeń są wylewy podspojówkowe. Bywają związane z wahaniami wartości ciśnienia tętniczego krwi, a zwłaszcza z jego wzrostem. Znaczenie może mieć tu także każda inna patologia naczyniowa mająca wpływ na osłabienie ściany naczyniowej (w tym cukrzyca) oraz choroby krwi przebiegające z obniżeniem wartości parametrów krzepliwości. Wylewy powstają na skutek parcia na ścianę naczynia krwionośnego położonego pod spojówką, a po uszkodzeniu takiej ściany, krew dostaje się do okolicznej przestrzeni położonej pomiędzy spojówką a twardówką dając obraz silnego zaczerwienienia części oka. W tej przestrzeni płynna krew może się przemieszczać zgodnie z prawem grawitacji (zależnie od ustawienia głowy) i dlatego często po nocy wydaje się, że zakres wylewu uległ zwiększeniu w stosunku do dnia poprzedniego, gdzie większa jego część układała się w dolnej części worka spojówkowego. Powstanie wylewu nie jest bolesne, może mu jednak towarzyszyć uczucie „przeszkody” w oku, bądź wrażenie „ciasnoty”. Jeśli takim objawom nie towarzyszą inne dolegliwości, w szczególności pogorszenie widzenia, ból oka czy narastające zaczerwienienie, co wymaga już wizyty okulistycznej - można się spodziewać, że wylew wchłonie się samoistnie w ciągu kilku dni. Żeby wspomóc proces gojenia dobrze jest zastosować na zamknięte powieki zimny okład, podawać do oka kilka razy dziennie krople nawilżające, które nie tylko usuną z worka spojówkowego wszelkie patogeny, ale również schłodzą jego powierzchnię, przez co spowodują obkurczenie uszkodzonego naczynia. Trzeba też zadbać o wykluczenie ekspozycji na ciepło, które jest czynnikiem rozszerzającym naczynia krwionośne. Nie wolno się więc w tym czasie opalać, pić gorących napojów, ani spożywać gorących potraw. Pamiętajmy, że naczynia rozszerza także alkohol, więc i on jest bezwzględnie przeciwwskazany. Jeśli posiadamy „naczyniowe” obciążenia w wywiadzie (np. udar, zawał m. sercowego), trzeba koniecznie zgłosić się do lekarza, który być może zleci na pewien czas zmianę stosowanych leków, w tym w szczególności leków o działaniu przeciwkrzepliwym. Chociaż izolowany wylew podspojówkowy sam w sobie nie powoduje najczęściej żadnych następstw, to stanowi rodzaj „czerwonej” lampki ostrzegawczej, której zadaniem jest przede wszystkim zwrócenie uwagi na stan naszych naczyń, bo bez ich dobrej kondycji możemy mieć znacznie większe problemy zdrowotne niż tylko chwilowy defekt kosmetyczny w postaci wylewu podspojówkowego.

czwartek, 26 grudnia 2013

PODCHOINKOWE MARZENIA

Alicja Barwicka

Pod choinką zawsze są jakieś marzenia. Chcemy, żeby wszyscy byli dla siebie mili i serdeczni, chcemy dostać wymarzone prezenty, chcemy przygotować kulinarne wspaniałości itd.

Dobrze byłoby jeszcze przy tym wszystkim nie dać się zwariować, nie opróżnić zupełnie portfeli, no i oczywiście dobrze wyglądać. A trzeba zauważyć, że bardzo istotnym elementem wyglądu są oczy. Żeby nie tylko dobrze widziały, ale również prezentowały się pięknie powinny być zdrowe. Na wygląd zewnętrzny oczu duży wpływ ma stan powiek. To ich ustawienie (nawet bez cech większej patologii) decyduje o szerokości szpar powiekowych, czy o ewentualnej asymetrii. I tu często pojawiają się problemy. To przede wszystkim warunki środowiska, w którym żyje współczesny człowiek decydują o tym, że coraz więcej osób boryka się przewlekłym zapaleniem brzegów powiek. Nie jest to łatwy problem leczniczy, dolegliwości nawracają, a leczenie jest żmudne i nie zawsze efektywne. Objawy polegają na uczuciu ciągłego dyskomfortu, zaczerwienieniu i podrażnieniu brzegów powiek, przy czym stosowanie preparatów nawilżających typu „sztuczne łzy” nie przynosi ulgi. Przyczyną wywołującą tę chorobę jest dysfunkcja znajdujących się w powiekach struktur zwanych gruczołami Meiboma. Ich tłuszczowa wydzielina tworzy jedną z trzech warstw filmu łzowego, dzięki której w szczególności nie odparowują łzy z powierzchni gałki ocznej, zapewnione są własności poślizgowe podczas mrugania, a chroniona przed urazami rogówka jest gładka, lśniąca, o prawidłowych własnościach refrakcyjnych. Żeby jednak wydzielina mogła znaleźć się na powierzchni oka musi opuścić gruczoł Meiboma kanałem mającym ujście na brzegu wolnym powieki. Takich ujść jest 30 – 40 w powiece górnej i 20 – 30 w dolnej. Jeśli produkcja wydzieliny jest niedostateczna, albo jeśli to kanały, a zwłaszcza ich ujścia są niewydolne, bo są np. zatkane złuszczonymi komórkami naskórka, zaczynają się problemy. Niestety wraz z wiekiem funkcja gruczołów Meiboma zarówno wydzielnicza jak i odprowadzająca ulega znacznemu ograniczeniu. Ma na to wpływ także stosowanie niektórych leków, przewlekłe lub niewłaściwe stosowanie soczewek nagałkowych (indukują wówczas powstawanie zmian zwyrodnieniowych), czy przewlekłe lub nawrotowe stany zapalne powiek (jęczmienie, gradówki). Podstawą w profilaktyce i leczeniu jest właściwa higiena powiek. Terapia miejscowa realizowana zgodnie z ordynacją lekarza okulisty będzie bardziej efektywna, jeśli zalecony lek zostanie nałożony na oczyszczony brzeg powieki. W aptekach są dostępne bez recepty preparaty do profesjonalnej higieny powiek. Osoby mające problem z przewlekłym zapaleniem brzegów powiek chętnie z nich korzystają ograniczając w ten sposób częstość nawrotów i zmniejszając dolegliwości.

Dbajmy o powieki, bo ich rola w funkcjonowaniu narządu wzroku jest nie do przecenienia.

WESOŁYCH ŚWIĄT, A W NOWYM ROKU ZDROWIA I RADOŚCI NA KAŻDY DZIEŃ!