poniedziałek, 27 października 2014

UWAGA NA ZĘBY!

Alicja Barwicka
Infekcje są zmorą współczesnego człowieka. Żyjemy w zanieczyszczonym środowisku, źle się odżywiamy, przewlekle towarzyszy nam stres, często bez specjalnych powodów korzystamy z leków, w tym z antybiotyków, bo akurat zostały w domu po ostatniej (często cudzej) chorobie. Wszystko to decyduje o dość marnej odporności i zwiększeniu podatności na kolejne infekcje. A patogeny są wszędzie. nie śpią i tylko czyhają na nadarzającą się okazję. Mają swoje ulubione miejsca gdzie jest ciepło i wilgotno, a co za tym idzie, gdzie są świetne warunki do namnażania. Takie miejsca tworzą tzw. ogniska pierwotne, a z nich w niesprzyjających warunkach drogą krwi infekcja może się rozwinąć na cały organizm. Jednym z takich ulubionych miejsc bytowania drobnoustrojów chorobotwórczych są zęby. Dziś przynajmniej już o tym wiemy i prawie cały świat zęby czyści. Chociaż problem istniał zawsze, to z profilaktyką w tym zakresie bywało bardzo różnie. Opis przypadku wyleczenia choroby stawów dzięki usunięciu „zakażonego zęba” znajdujemy już u Hipokratesa! Niestety na wyciągnięcie wniosków trzeba było czekać bardzo długo. W ostatnich stu latach mnożyły się doniesienia o zagrożeniu. Dokumentowano przypadki kliniczne schorzeń pochodzenia zębowego, w tym posocznicy odzębowej (zmarł na nią jeden z prezydentów USA). Dziś na ten temat wiemy dużo więcej, ale i tak choroby przyzębia są bardzo powszechne. W grupie osób w wieku 28 -  40 lat  tylko 28 % badanych ma zdrowe przyzębie. Udowodniono np. że bakterie znajdowane w blaszkach miażdżycowych naczyń krwionośnych bytują też w jamie ustnej. Czyżby więc paradontoza i kamień nazębny stanowiły czynnik ryzyka choroby wieńcowej, czy zawału mięśnia sercowego? Nie jest to wykluczone. Pierwotne ogniska infekcyjne pochodzą w znacznej części z obszaru głowy, a spośród nich 80 % znajduje się właśnie w zębach i przyzębiu. Zębowe ognisko pierwotne tworzy w organizmie ogniska wtórne poprzez „zasilanie” tkanek i narządów bezpośrednio drobnoustrojami oraz pośrednio przesyłając drogą krwi toxyny patogenów i zmienione chorobowo białka. Te z kolei wchodząc w reakcje chemiczne stają się źródłem patologicznych zmian zapalnych na poziomie komórkowym. Infekcja goni więc infekcję, częste zażywanie antybiotyków staje się źródłem lekooporności a my powoli wkraczamy w obszar „błędnego koła”. Jedyna szansa to dbanie o higienę jamy ustnej, nie dopuszczanie do zalegania patogenów w kamieniu nazębnym i częste (nawet profilaktyczne) wizyty w gabinecie stomatologicznym.

niedziela, 21 września 2014

CIEKAWOŚĆ W OCZACH

Alicja Barwicka

Ciekawość jest chyba jedną z najważniejszych cech człowieka. To ona napędza nasze działania począwszy od pierwszych dni życia. Próbujemy wszystkiego, nieraz nabijamy sobie guza, nieraz się oparzymy, nieraz sobie popłaczemy, ale ciągle nie przestajemy być ciekawi. Dzięki ciekawości pojedynczych jednostek rozwija się świat, powstają nowe odkrycia czy wynalazki. Ciekawość może być także niestety źródłem ludzkich błędów. Ale na błędach (najlepiej cudzych) przecież się uczymy.

Narząd wzroku obok innych zmysłów bardzo nam w zaspokojeniu ciekawości świata pomaga i to on bardzo często staje się źródłem aktywności skierowanej na poznanie czegoś nowego. Tym czymś nowym może być zależnie od wieku człowieka zarówno struktura podłogi, czy noga od stołu, ale też odległy o setki lat świetlnych gwiazdozbiór. Na sprawdzenie (najlepiej organoleptycznie) cech fizycznych podłogi, czy nogi od stołu muszą nam starczyć najwyżej dwa, trzy kilkuminutowe doświadczenia, bo w tym wieku jest przecież jeszcze mnóstwo innych rzeczy do poznania! Równocześnie im jesteśmy starsi, tym na zaspokajanie ciekawości dajemy sobie coraz więcej czasu i pewnie dlatego nie wszyscy zdążymy przynajmniej częściowo przyswoić wiedzę o interesującym nas gwiazdozbiorze.

Niezależnie od tego czy to wielki gwiazdozbiór, czy maleńka komórka, najpierw oko „wykona zdjęcie” (np. zrobi fotografię ilustracji w książce) przedmiotu naszego zainteresowania. Następnie to „zdjęcie” w formie impulsu elektrycznego zostanie przesłane nerwem wzrokowym do mózgu. Dopiero tam, w najlepszym ze znanych ludzkości komputerów nastąpi nie tylko niezwykle precyzyjna obróbka tej naszej „fotografii”, ale i natychmiastowe wyciągnięcie z zasobów pamięci mózgowej wszystkich pasujących do niego elementów. Oczywiście do każdego z nich znowu będzie czegoś brakowało, pojawią się kolejne pytania: dlaczego? po co? gdzie to już widzieliśmy, lub gdzie należy szukać odpowiedzi na nasuwające się w nieskończoność pytania itd… itd…

Dlatego w trosce o zaspokojenie naszej indywidualnej ciekawości w sprawach małych i dużych, a ostatecznie w trosce o rozwój całego świata należy dbać o oczy. Pamiętajmy, że dla trwałego zapisania w pamięci komputera miliardów wspaniałych, ciekawych zdjęć, musimy przede wszystkim mieć dobrej jakości aparat fotograficzny i świetnie działający przewód łączący oba te urządzenia.

niedziela, 31 sierpnia 2014

SMACZNE, CZY ZDROWE?

Alicja Barwicka

Wszyscy co jakiś czas słyszymy o pustych kaloriach. Są to takie składniki pożywienia, które dostarczone organizmowi powodują krótkofalowy przyrost energii, nie prowadząc do jej efektywnego spalania w procesie przemiany materii. W wyniku tego we krwi oraz komórkach narządów, gromadzą się niepotrzebne organizmowi związki, które najprościej można nazwać ubocznymi skutkami przemiany materii lub złogami. Po pewnym czasie są wydalane, ale często takie niespożytkowane kalorie mogą prowadzić do zaburzeń w pracy wielu narządów, między innymi trzustki, wątroby, także układu sercowo - naczyniowego. Puste kalorie występują głównie w węglowodanach, które z kolei dzielą się na cukry proste i złożone.

Do cukrów prostych (jednocukrowców, monosacharydów) należą: glukoza (cukier gronowy), fruktoza (cukier owocowy) oraz galaktoza (wchodzi w skład dwucukrów, np. laktozy), przy czym dwucukry, zwane oligosacharydami, zbudowane są po prostu z dwóch cząsteczek cukrów prostych (sacharoza, laktoza, maltoza). I tak sacharoza zwana potocznie „cukrem” to cukier buraczany lub trzcinowy składający się z cząsteczek fruktozy i glukozy.

Do cukrów złożonych czyli wielocukrów (polisacharydów) należą: skrobia (występująca jako substancja zapasowa w ziemniakach, produktach zbożowych, w warzywach okopowych i owocach) oraz glikogen (materiał zapasowy w tkankach zwierzęcych).

Zgodnie z aktualnymi zaleceniami Instytutu Żywności i Żywienia należy spożywać mniej cukru i słodyczy, aby ilość energii dostarczonej w diecie przez sacharozę nie przekraczała 10% dziennego zapotrzebowania energetycznego. Spożywanie czystego cukru należy ograniczyć do minimum, bo to on jest głównym źródłem tzw. pustych kalorii, co oznacza, że czerpiemy ze spożytego cukru tylko energię, natomiast nie ma w nim żadnych składników odżywczych. Zaleca się natomiast zwiększenie spożycia błonnika pokarmowego, które powinno wynosić 20–40 g/dobę. Zalecenie to wynika z profilaktyki zdrowotnej nakierowanej na zapobieganie chorobom przewodu pokarmowego i metabolicznym chorobom cywilizacyjnym (otyłość, miażdżyca, cukrzyca typu 2, nowotwory jelita grubego, sutka i gruczołu krokowego). Częste spożywanie żywności wysoko przetworzonej, bogatej w cukier rafinowany i tłuszcze (słodycze, wypieki cukiernicze) powoduje zwiększenie wartości energetycznej diety. Jeśli z racji malej aktywności fizycznej nie mamy możliwości wydatkowania tej energii, glukoza ulega przekształceniu w tłuszcz, który gromadzi się jako materiał zapasowy tworząc tkankę tłuszczową. W przypadku nieodpowiedniej higieny jamy ustnej duże spożycie cukrów prostych może doprowadzić do próchnicy zębów, a u dzieci może się dodatkowo przyczyniać do zaburzeń łaknienia. Zdecydowanie zdrowsze będzie więc dostarczenie cukrów prostych w produktach naturalnych (owocach i warzywach), przez co zyskamy też cenne witaminy i minerały.

czwartek, 31 lipca 2014

WRAZ Z WIEKIEM NAJWAŻNIEJSZE STAJĄ SIĘ NACZYNIA

Alicja Barwicka
Żaden organ, czy tkanka organizmu nie mogą prawidłowo funkcjonować, jeśli nie zostaną dostarczone substancje odżywcze i tlen oraz usunięte produkty przemiany materii. A do tego niezbędny jest dobry stan układu krążenia. Niestety wraz z wiekiem pojawiają się problemy z wydolnością naczyń. Ich światło ulega zwężeniu, ściany tracą fizjologiczną elastyczność i stają się bardziej sztywne przez odkładanie złogów cholesterolowych. Z czasem nawet niewielkie złogi zaczynają tworzyć blaszki miażdżycowe ograniczające przepływ krwi w naczyniach. Co gorsza mogą ulec oderwaniu i zamknąć ich światło uniemożliwiając przepływ krwi. Dodatkowo zmniejsza się wraz z wiekiem wydolność układu oddechowego, co ma bezpośredni wpływ na zmniejszenie wysycenia tlenem krwi krążącej w naczyniach. Ostatecznie, poprzez zmniejszenie efektywności działania systemu krążeniowo – oddechowego mogą pojawić się problemy w każdym narządzie, bo przecież każdy od „zaopatrzenia” w tlen i substancje odżywcze jest zależny. Nie można ponadto pominąć faktu, że każda komórka organizmu ma swoje ograniczone w czasie możliwości efektywnej pracy. Tak po prostu jesteśmy zbudowani …
Za najgroźniejszego wroga układu oddechowego i naszych naczyń, ale także za źródło powstawania wielu nowotworów uważa się palenie papierosów. Wśród pozostałych czynników mających destrukcyjny wpływ na układ krążenia są między innymi nadwaga i hipercholesterolemia. Problem dotyczy ludności większości krajów rozwiniętych i obejmuje coraz młodsze grupy wiekowe. Są to także czynniki ryzyka dwóch najbardziej rozpowszechnionych chorób cywilizacyjnych XXI wieku: nadciśnienia tętniczego i cukrzycy. Oba schorzenia często występują wspólnie, ale cukrzyca upodobała sobie w szczególności naczynia o najmniejszym przekroju, zwane kapilarami, gdzie ma miejsce ostateczna wymiana gazowa, oraz dotycząca substancji odżywczych i produktów przemiany materii. Dlatego też koniecznie trzeba rzucić palenie, pamiętać o umiarkowanej codziennej aktywności fizycznej, stosować właściwą, bogatą w warzywa i owoce dietę. Takie proste środki zdecydowanie poprawią ogólny stan zdrowia, a przy okazji zyska też kondycja naszych oczu.   

niedziela, 29 czerwca 2014

JEDZIEMY NA WAKACJE

Alicja Barwicka
Mniej więcej tydzień po ostatnich zakończonych wakacjach wiemy już dokładnie gdzie chcielibyśmy pojechać w roku następnym, co chcielibyśmy tam robić, a czego nie. Wraz z ostatnim szkolnym dzwonkiem kończy się rok przygotowań do czegoś wymarzonego, co w marzeniach zawsze bywa jedną wielką wspaniałością, ale w realiach już niekoniecznie. Podskórnie to czujemy i pewnie dlatego okres przygotowań do wyjazdu i samej podróży na wakacje plasuje się według różnych źródeł na trzeciej bądź czwartej pozycji (ciągle tuż za wakacjami znajduje się gorączka przygotowań i samo Boże Narodzenie!) wśród najbardziej stresujących sytuacji, w jakiej może znaleźć się człowiek żyjący w kraju, niebędącym w stanie wojny. Wszystko przez to, że na wakacje nasze choroby podróżują razem z nami. Podróż na wakacje, to przecież podróż po odpoczynek, a nie znam nikogo, kto nie marzyłby o odpoczynku od swoich dolegliwości. Nie ma jednak innego wyjścia jak tylko przyjąć fakt do wiadomości i uwzględnić przy pakowaniu bagażu zażywane aktualnie leki.
Już na  długo przed sezonem wakacyjnym zaczyna się akcja dostarczania nam informacji dotyczących wypracowania idealnej, wakacyjnej sylwetki i wspaniałej, zdrowej opalenizny, ale może w przedurlopowych przygotowaniach warto uwzględnić nie tylko sylwetkę i skórę, ale również nasze oczy.
Na wakacje jedziemy po słońce, a słońce zdecydowanie zwiększa ryzyko wystąpienia zaostrzeń w przewlekłym zapaleniu brzegów powiek oraz zwiększa parowanie z przedniej powierzchni oczu. Dlatego preparaty nawilżające muszą się znaleźć w bagażu! Szczególnie powinni o nich pamiętać alergicy, bo zwiększenie temperatury otoczenia, to zwiększone parowanie fizjologicznego filmu łzowego i równocześnie zwiększenie stężenia alergenów w powietrzu. Dla podróżujących samolotem niezwykle ważna jest pierwsza godzina lotu, bo to wówczas bardzo spada wilgotność powietrza w kabinie, a tym samym silnie zwiększa się parowanie przedniej powierzchni oczu. Analogiczne procesy zachodzą w pomieszczeniach klimatyzowanych.
Co prawda groźny dla oczu zakres widma niebieskiego występującego w energii słonecznej dociera do siatkówki w niewielkim zakresie bo penetracja jest ograniczona przez rogówkę i ciało szkliste, ale nie wolno ryzykować i okulary przeciwsłoneczne wyposażone w filtr UV powinny być używane nawet przy pochmurnej pogodzie. Ani plażowy parasol, ani szyba samochodu, ani nawet chmury nie chronią nas przed niekorzystnym dla oczu zakresem promieniowania.
Chociaż oczne objawy boreliozy wywołanej przez kleszcze, to tylko 2-4 %, to dla miłośników wakacji w północno – wschodnich regionach Polski przyda się przypomnienie o zachowaniu szczególnej ostrożności podczas leśnych spacerów, w tym o odpowiednim ubraniu. Wzrost temperatury, to również wzrost aktywności kleszczy!
Jeśli stosujemy do oczu leki, to trzeba je zabrać na wakacje w ilości zapewniającej dawkowanie na cały okres pobytu. Dostęp do nich zwłaszcza za granicą może być utrudniony przez stosowane w danym kraju inne nazwy handlowe.
A jeśli już wszystko spakowaliśmy, wyruszamy po należny nam po całorocznym wysiłku wakacyjny odpoczynek!
 

sobota, 3 maja 2014

ŚPIESZ SIĘ POWOLI, CZYLI PREZENT NA UNIJNE URODZINY

Alicja Barwicka

Dopiero co stuknęła nam unijna dziesiątka. A przy urodzinach dobrze jest powspominać. W przypadku systemu ochrony zdrowia wspomnienia mają zwłaszcza ci, którzy mieli, lub niestety mają problemy zdrowotne. Ich nie interesuje wartość kontraktów, czy zakres limitów. Źle się czują, więc chcieliby dostać się do odpowiedniej placówki i uzyskać w niej poradę lekarską. Niby proste…

10 lat temu ludzie chorowali tak samo, mieli te same schorzenia, chodzili do lekarza z takimi samymi problemami. Dzisiejsza rzeczywistość rozczarowuje. Lekarz POZ nie zawsze jest w stanie nam pomóc, zwłaszcza w zakresie diagnostyki. Medycyna poszła do przodu, znacznie poprawiły się możliwości w zakresie wczesnego postawienia rozpoznania, a przecież od tego właśnie zależy odpowiednio wczesne, a tym samym bardziej efektywne włączenie leczenia. Problemy wynikające z pozycji leku na listach refundacyjnych zna większość chorych i mimo, iż zna, to nie jest w stanie pojąć dlaczego za ten sam lek stosowany w jednej chorobie przyjdzie nam zapłacić pełną (często naprawdę wysoką) kwotę, a w chorobie innej jedynie kilka złotych. Co prawda choroba, chorobie nierówna i nawet wśród nich są te tańsze i te droższe w leczeniu…

Najgorsze jednak są chyba kolejki. Niby były zawsze, ale chyba jednak 10 lat temu nikt nie musiał czekać na wizytę do specjalisty rok lub nawet dłużej. Specjalistów jakby mniej, potrzebujących jakby więcej. Pamiętajmy, że społeczeństwo się starzeje, a ludzie starsi chorują częściej i niekoniecznie tylko na jedną chorobę. Chcieliby się leczyć! A z tym (głównie w aspekcie finansowym, ale nie tylko) są problemy w większości krajów europejskich. Żeby więc tym problemom przynajmniej częściowo zaradzić, Parlament Europejski i Rada Europy przyjęły w dniu 9 marca 2011 roku Dyrektywę nr 20011/24/UE w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej. Dyrektywa weszła w życie 24 kwietnia 2011 roku, a termin jej transpozycji przez państwa członkowskie określono na 25 października 2013 roku. Od tej daty minęło już ponad 0,5 roku. Polscy pacjenci ciągle i z nadzieją czekają na zastosowanie w kraju przepisów wspólnotowych i chociaż póki co ich nie ma, to 18 marca b.r rząd RP przyjął (póki co tylko) projekt ustawy w sprawie wdrożenia przepisów powyższej dyrektywy. Mamy maj, czas płynie, ale czy aby na pewno powinniśmy go poganiać? Sama dyrektywa mówi o otwarciu granic dla chorych i zgodzie na refundację leczenia w innym unijnym kraju. Państwo, w którym chory jest ubezpieczony zostaje zobowiązane do zwrotu poniesionych przez pacjenta kosztów leczenia przeprowadzonego w jakimkolwiek kraju UE, o ile do tego typu świadczenia osoba ta ma prawo w kraju własnym. Wysokość refundacji powinna być równa kwocie, która zostałaby wydana przez nasz system ubezpieczenia zdrowotnego, gdyby leczenie odbywało się w kraju. Oczywiście kwota refundacji nie może przekroczyć rzeczywistych kosztów poniesionych przez pacjenta. Zapisy dyrektywy przewidują naturalnie pewne ograniczenia, tak, by nie zdestabilizować krajowych systemów finansowych. Chodzi tu o obowiązek wydawania przez krajowe systemy ubezpieczenia zdrowotnego (u nas MZ i NFZ) w trzech sytuacjach uprzedniej zgody. Taki obowiązek w krajach członkowskich może być wprowadzony na leczenie:

• połączone z jego planowaniem i w związku z tym związane z co najmniej jednodobowym pobytem w szpitalu, albo ze skorzystaniem z wysokospecjalistycznej i drogiej infrastruktury lub sprzętu medycznego,

• które wywołuje poważne i szczególne obawy dotyczące jakości i bezpieczeństwa,

• które może narazić pacjenta lub społeczeństwo na szczególne ryzyko.

Co prawda państwo może odmówić wydania takiej zgody jeśli istnieją uzasadnione obawy, że nie będą spełnione odpowiednie warunki jakościowe oraz bezpieczeństwa pacjenta, a także jeśli jest możliwość uzyskania tego typu pomocy w kraju w terminie akceptowalnym z punktu widzenia medycznego. Zgoda jednak musi być wydana, jeśli choremu przysługuje prawo do leczenia, a nie może otrzymać go we własnym kraju w terminie akceptowalnym z punktu widzenia medycznego.

W naszych warunkach chyba właśnie ten przepis dotyczący terminu akceptowalnego z punktu widzenia medycznego będzie przysłowiową (finansową) kością niezgody.

Ponieważ krajowej ustawy ciągle jeszcze nie ma, to począwszy od 25 października 2013 roku polscy pacjenci mogą powoływać się bezpośrednio na przepisy dyrektywy. Oczywiście NFZ odmówi zwrotu wydanych na leczenie kwot, ale sąd te kwoty (nawet jeśli nie w 100%) będzie musiał przyznać, ponieważ przepisy dyrektywy po tej dacie stały się źródłem prawa wiążącego nasze organy administracyjne. To, że Polska jeszcze nie zaimplementowała przepisów dyrektywy nie jest przecież winą pacjenta.

Analiza rządowego projektu ustawy i przepisów wykonawczych nie napawa optymizmem. Co prawda to tylko projekt, ale wynika z niego, że: raczej nie będzie zgody NFZ na leczenie szpitalne, nawet takie wymagające jednodniowej hospitalizacji, nie będzie też można skorzystać (bez zgody NFZ) z diagnostyki przy użyciu rezonansu magnetycznego, czy tomografii komputerowej, z badań genetycznych, terapii izotopowej itd… A może to tylko chorym się wydaje, że na te świadczenia polski pacjent czeka miesiącami i jak to się ma do terminów akceptowalnych z punktu widzenia medycznego?

piątek, 25 kwietnia 2014

UNIKAJMY URAZÓW OCZU

Alicja Barwicka

Po zimowym rozleniwieniu przychodzi pora zwiększonej aktywności człowieka. Zaczynamy domowe wiosenne porządki, rzucamy się do pracy na działkach i w przydomowych ogródkach. Naprawiamy rozmaite samochodowe usterki, majsterkujemy… Wszystkie te zajęcia mogą dać mnóstwo przyjemności, ale mogą też generować urazy narządu wzroku. Nie są wcale rzadkie, bo stanowią około 20% ogółu wypadków. Co jednak najważniejsze, wszelkie urazy gałki ocznej, czy też jej narządów dodatkowych, nawet te powierzchowne mogą stanowić zagrożenie dla funkcji wzrokowych.

Kiedy uraz mechaniczny obejmuje oczodół powoduje uszkodzenie tkanek miękkich i kości, przy czym skutki czynnościowe zależą od lokalizacji zmian i ich rozległości. Przy stłuczeniu oczodołu można spotkać zarówno lżejsze obrażenia, takie jak: wylewy podskórne i podspojówkowe, otarcia i zranienia powiek, ale też krwiaki oczodołowe powodujące przemieszczenie gałki ocznej z zaburzeniem jej ruchomości. Przy tego typu obrażeniach mogą też ulec zranieniu drogi łzowe.

Złamania kości oczodołu mogą być powodem wielu, nieraz dość groźnych następstw. Dość typowe są urazy powstające w wyniku bezpośredniego uderzenia małym przedmiotem (piłka tenisowa, pięść), w wyniku których dochodzi do nagłego wzrostu ciśnienia w jamie oczodołu. Szczególnym następstwem urazu jest wewnątrzoczodołowa, pozagałkowa obecność ciała obcego (metalicznego lub nie). Chociaż usunięcie może nieraz nastręczać interdyscyplinarnemu zespołowi, to z uwagi na możliwe powikłania w postaci ropowicy oczodołu, powstawania przetok i groźby zakażenia wewnątrzczaszkowego konsekwentnie dąży się do usunięcia obcego materiału z przestrzeni pozagałkowej.

Urazy mechaniczne samej gałki ocznej (urazy tępe, zranienia i ciała obce) zależnie od lokalizacji i rozległości mogą mieć bardzo różne następstwa. Większość urazów tępych o niewielkiej sile działania nie powoduje obniżenia funkcji wzrokowych.. Nagłe silne urazy gałki ocznej (np. korki z butelek z napojami gazowanymi) poza wylewem krwi do komory przedniej i urazem rogówki powodują często trwałe uszkodzenia dotyczące zwłaszcza tęczówki i soczewki.

Jednym z najczęstszych następstw tępych urazów gałki ocznej są wylewy krwi do komory ciała szklistego oraz odwarstwienie siatkówki, a przy większej sile tępego urazu może dojść nawet do pęknięcia gałki ocznej. Urazy tępe tylnego odcinka gałki ocznej mają często miejsce podczas urazów głowy, czy działania sił wybuchu.

Ostre urazy gałki ocznej to następstwa wypadków komunikacyjnych, wypadków w środowisku pracy, ale też (zwłaszcza u dzieci) w domu, gdzie jest mnóstwo ostrych przedmiotów i „strzelających” zabawek.

Przy dużej sile urazu przenikającego, rana rogówki może niestety stanowić tylko początek problemu. Trzeba się wówczas liczyć w szczególności z uszkodzeniem soczewki czy tęczówki, często z koniecznością usunięcia jej części.

Ciało obce jako przyczyna uszkodzenia gałki ocznej jest dość powszechna, przy czym na szczęście większość takich incydentów kończy się stwierdzeniem obecności ciała obcego w worku spojówkowym lub w rogówce. Nawet jeśli nie dochodzi do penetracji w głąb gałki, to każde ciało obce będące przede wszystkim źródłem infekcji powinno być bezwzględnie usunięte. Najczęściej nie stanowią problemu diagnostycznego, ale kiedy np. źdźbło trawy lub kłosa utkwi w szczycie załamka górnego spojówki poszukiwanie go w obrzękniętej tkance może stanowić nie lada wyzwanie. Znacznie gorzej rokują urazy z przeniknięciem ciała obcego do wnętrza gałki ocznej. Obcy materiał może się zatrzymać wewnątrzgałkowo w różnej lokalizacji, ale może też przebić tylną ścianę gałki i utkwić w tkankach oczodołu.

Czynniki fizyczne także mogą być powodem uszkodzeń gałki ocznej. Oparzenia termiczne dotyczą głównie powiek, ale najczęściej nie są powodem trwałych ubytków ich funkcji. Efekty cieplne mogą być ponadto wywołane działaniem na gałkę oczną pola elektromagnetycznego, przy czym szczególnie wrażliwa jest tu soczewka. Zmętnienia w jej obrębie mogą wystąpić przy narażeniu na długotrwałą ekspozycję na działanie mikrofal, promieniowania podczerwonego, czy jonizującego. Dotyczy to także działania energii elektrycznej.

Oparzenia chemiczne to kolejna wielka grupa urazów okulistycznych, z których część może spowodować ciężkie i trwałe uszkodzenia narządu wzroku. Najcięższy i co gorsza pogarszający się z każdą godziną przebieg mają oparzenia substancjami alkalicznymi. Nieco lepsze rokowanie dotyczy oparzeń kwasami.

Przenikające urazy gałki ocznej są niezwykle niebezpieczne również w związku z możliwością wystąpienia zapalenia współczulnego drugiego (dotychczas zdrowego) oka. To jedna z najwcześniej opisanych (IV wiek p.n.e. – Hipokrates), chociaż ciągle nie do końca poznanych chorób człowieka. Znajdziemy jej opis u Witkacego w powieści „622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta”, znajdziemy w biografii twórcy alfabetu dla niewidomych Louisa Braille`a, który w dzieciństwie doznał urazu jednego oka, a następnie zapalenia współczulnego oka drugiego, w wyniku czego całkowicie stracił wzrok. Dzisiaj dzięki wczesnemu, dokładnemu zaopatrzeniu ran przenikających, zachowaniu zasad aseptyki, precyzji metod mikrochirurgicznych i następowej antybiotykoterapii, ta niezwykle groźna choroba zdarza się obecnie bardzo rzadko, ale cięgle jeszcze są odnotowywane jej przypadki.

Niezależnie od zakresu i przebiegu urazu zawsze trzeba się liczyć z jego negatywnym skutkiem i dlatego nie wolno do nich dopuszczać. Kiedy jednak dojdzie już do uszkodzenia oka, pomoc specjalistyczna musi być udzielona jak najszybciej. Chrońmy przed urazami oczy swoje i cudze!