niedziela, 25 października 2026

OPOWIEŚĆ O ŚW FRANCISZKU


 

Alicja Barwicka

Jest takie powiedzenie” Małe dzieci, mały kłopot, duże dzieci, duży kłopot…” Kłopoty rodziców św Franciszka tylko tę maksymę potwierdzają. Miało być tak pięknie… Bogata, szanowana rodzina, stabilny dobrze rozwijający się biznes kupiecki ojca – tylko pozazdrościć. Asyż to niewielkie miasteczko, wszyscy się znają, więc dobrobyt rodziny niejednego kłuł w oko. Dziedzica szykowano na rycerza. Była kasa, można było zaszaleć. A tu– taki wstyd! Dziecko dotychczas rozbrykane, przysłowiowa „dusza towarzystwa” - mówi, że na wojnę nie pójdzie, kasę mu przynależną weźmie i będzie odbudowywać kościół. Ten kościół to zaledwie maleńka kapliczka, więc jak nieprzywykły do pracy fizycznej młodzian miałby to robić? On też nie wiedział jak, więc kasę od zrozpaczonego ojca wziął i poszedł do proboszcza, by ten mając już fundusze kupił materiały i wynajął ekipę budowlaną. Ale proboszcz głupi nie był. Nie chciał zatargu z ojcem. Wybrał się więc z wyrazami współczucia do rodzica i zwrócił kasę. Ojciec zablokował fundusze, by chłopak nie miał już żadnych środków, ale chłopak nadal miał cel. Bez finansów postanowił go realizować. Zbierał kamienie i odpady budowlane i gołymi rękami podjął swoją „odbudowę”. Całe miasteczko stanowiło już teraz widownię spektaklu i miało przy tym niezły ubaw. Rozrywka była przednia, zwłaszcza że wszyscy przecież wiedzieli, że winni są rodzice – „… tak się kończy , jak się dziecku wcześniej na wszystko pozwala”. Interes ojca też zaczynał przysparzać dodatkowych problemów, bo jak prowadzić negocjacje handlowe  z ojcem wariata? Jak to bardzo musiało boleć, że zdesperowany ojciec wziął syna pod pachę i poszedł na skargę do komendanta policji. Ten jednak również nie chciał zatargu z bogatym, wpływowym obywatelem, ale wyjścia nie miał i musiał przeprowadzić śledztwo. Zapytał młodego kto mu kazał odbudować kościół? W odpowiedzi usłyszał: Bóg. Ucieszył się komendant, bo co boskie, to już nie jurysdykcja policji. Odesłał więc skłóconych do biskupa. Ten także nie zamierzał mieszać się w sprawy rodzinne, zwłaszcza przy szerokiej widowni, ale uważał, że młodzieniec odpuści, bo jest już bez grosza. Nie takiej reakcji się jednak spodziewał. Franciszek zrzucił z siebie całą odzież i na golasa przy całym miasteczku oświadczył, że do realizacji swojego celu niczego już nie potrzebuje. Biskup nie wytrzymał, zdjął swój płaszcz, okrył niedoszłego budowniczego symbolizując jednocześnie tym gestem nadanie golasowi ochrony kościoła. Potem też było ciekawie…

Wnioski: 1) Kłopoty z dziećmi mogą was przerosnąć.

2) Nie należy na golasa defilować przed tłumem. Można się przeziębić, a o zdrowie trzeba przecież dbać!